Temat: Czy akcjeczytelnicze są potrzebne,czy działają?A może wręcz przeciwnie

to jest cytat:

Nie wiem, jak Was, ale mnie niezmiernie irytują kolejne akcje zachęcające do czytania. Gdy widzę któreś już z kolei zaproszenie na Facebooku do przyłączenia się do jakiegoś projektu, to aż mnie odrzuca. I wcale tu nie przesadzam. Rozumiem, że sytuacja książki w Polsce wygląda niewesoło (nie wierzę aż tak bardzo w te statystyki – jest to jednak temat na osobną dyskusję) i powinno mi zależeć na zmienieniu tego wyniku. W końcu szkolę się na kierunku, którego istnienie jest uzależnione od popularności literatury. Lecz mimo wszystko i tak jestem przeciw organizowaniu tego typu happeningów.

Jeśli ktoś nie czyta, to nie zacznie tego robić, bo znana aktorka/znany aktor powie mu, że warto. Reklamy, ulotki, plakaty… Wszystko to wygląda pięknie, ale czy działa? Kliknięcie przycisku “Lubię to” nie boli, nie kosztuje i nie jest jednoznaczną deklaracją. Zrobię to, bo robią to znajomi, a książki i tak mam gdzieś. Poza tym, ta nachalność wręcz zniechęca. Podobnie miałam z wiadomościami – zbyt wielu polityków, więc pożegnałam się z tym źródłem informacji. Zastanawiam się, ile osób zniechęcono nakłaniając ich do czytania – w końcu jesteśmy gatunkiem lubiącym robić na przekór innym.

Więc w jaki sposób powinniśmy docierać do potencjalnych czytelników? Zabrzmi to banalnie, ale wszystko zależy od wychowania, od szkoły. Jeśli nie zaszczepi się małemu dziecku miłości do poznawania świata, do literatury, to później może być już trudniej. Oczywiście, istnieją wyjątki potwierdzające tę regułę, ale mogę się założyć, że osoby, które sięgnęły po książki w ostatnim czasie, nie zrobiły tego z powodu akcji czytelniczych. Kolejnym miejscem, w którym powinno się promować czytelnictwo są biblioteki. Lepiej skupić się na współpracy z nimi, niż tworzyć kolejne znaczki na FB.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy akcje czytelnicze są potrzebne? Czy działają? A może wręcz przeciwnie – szkodzą?

źródło:
7 stycznia 2012
http://wrota-wyobrazni.blogspot.com/201 … z1ioah2Y6v

jasmina pisze...

    Mam bardzo podobne zdanie do Ciebie. Trzeba pokochać czytanie jeszcze będą dzieckiem bo potem juz jest trudniej, chociaz może się mylę?
    Ja lubię czytać odkąd pamiętam i teraz te miłości do książek uczę moje dzieci.

    7 stycznia 2012 22:07

orchisss pisze...
    Basiu, zgodzę się, że polubieniem fanpage'a nie nakłonimy nikogo do czytania.
    Moim zdaniem uogólniasz jednak dość mocno akcje czytelnicze. Są takie, które stawiają sobie za cel zwiększenie czytelnictwa - w mieście, szkole, województwie, kraju, ... a są takie, które chcą po prostu pokazać, że czytanie może być fajne.
    Sama jestem współorganizatorką totalnie oddolnej akcji - Projektu Czytelnisko. Jesteśmy dwoma przyjaciółkami, niezwiązanymi z żadną firmą, organizacją etc. Działamy na terenie Poznania i robimy dużo, a efekty są coraz bardziej widoczne. Organizujemy regularne wymiany książek (ostatnia - 300 zarejestrowanych osób, ponad 3000 książek w najważniejszym centrum kulturalnym w mieście), klub dyskusyjny (nie-blogowy, nie-forumowy, ale na żywo, przy kawie, na luzie - super sprawa!) oraz różne eventy - spotkania z autorami, warsztaty pisania etc.
    Pytasz o efekty? Proszę bardzo - osoby z bliskiego grona znajomych, które czytały prawie nic, podczas akcji wymiany książek wybrały sobie całkiem pokaźne stosiki i zaczęły po prostu czytać. Dzwonią, pytają, kiedy kolejna wymiana, albo co mogę im ciekawego w podobnym klimacie polecić. Codziennie otrzymujemy maile z pytaniami o nasze działania, kolejne terminy. Dzwonią osoby z każdego przedziału wiekowego chcąc po prostu wziąć udział w tym co robimy.
    Także akcje zdecydowanie mają sens, bo mają cel marketingowy. Marketingowy w następującym rozumieniu - jeśli głośno będziemy mówić, że czytanie jest fajne, rozwija, bawi, pomaga - to niezdecydowani MOŻE sięgną po książkę. Jeśli tego nie zrobimy - nie zrobią tego sami z siebie.
    Z drugiej strony akcje takie to ciężki chleb, bo robi się to za zwykłe dziękuję, a nie każdy ma taką potrzebę. Dla mnie najcenniejszym momentem jest kontakt z drugą osobą, bo czytanie samo w sobie jest bardzo intymne i nie zawsze mamy się z kim podzielić wrażeniami. A jeśli paru wariatów spotka się na kawie, czy wymianie książek to następuje bardzo fajna akcja-reakcja.
    Dla mnie mnogość takich akcji to dobry znak- jedyne na co zwracam uwagę to ich jakość. Bo jeśli faktycznie ma polegać tylko na "polubieniu" stronki na FB - to bez sensu. Ale jeśli idą za tym konkretne działania - to super!
    Pozdrawiam ciepło,
    Anka
    7 stycznia 2012 22:09

http://wrota-wyobrazni.blogspot.com/201 … z1iodYEjF3

tam warto zajrzeć:
Aneta Rzysko
Anna Kubacka
http://czytelnisko.pl/index.php/o-nas

http://pl-pl.facebook.com/czytelnisko

Ostatnio edytowany przez Tadeusz (2012-01-07 23:59:30)

2

Odp: Czy akcjeczytelnicze są potrzebne,czy działają?A może wręcz przeciwnie

Jak ktoś lubi czytać, to mu akcje czytelnicze nie szkodzą. Jak ktoś nie lubi i go irytują - dla nich nie ma już ratunku. Ale niech z każdej akcji czytelniczej pojawi się chociaż garstka osób, które nie czytają z reguły, ale jednak po coś sięgną - i to już jest sukces. Moim zdaniem warto, nawet dla małych sukcesów. A malkotenci niech marudzą dalej.

Kiedy ja myślę o przyszłych czasach, o tych po roku dwutysięcznym i dalej, to nie podoba mi się to, co widzę. — Edward Stachura, Siekierezada (w 1971 roku - miał rację...)

3

Odp: Czy akcjeczytelnicze są potrzebne,czy działają?A może wręcz przeciwnie

Chuppacabra napisał/a:

Jak ktoś lubi czytać, to mu akcje czytelnicze nie szkodzą. Jak ktoś nie lubi i go irytują - dla nich nie ma już ratunku. Ale niech z każdej akcji czytelniczej pojawi się chociaż garstka osób, które nie czytają z reguły, ale jednak po coś sięgną - i to już jest sukces. Moim zdaniem warto, nawet dla małych sukcesów. A malkotenci niech marudzą dalej.

Czyli jak nie trawię tych śmiesznych akcji, to znaczy, że w ogóle nie lubię czytać i nie ma dla mnie ratunku? Gratuluję, Chuppacabro. Tak się składa, że uwielbiam literaturę. Czytam przede wszystkim DLA SIEBIE. Moje podejście do wszelakich akcji propagandowych na tle literackim jest negatywne z prostego powodu. Jeśli od dzieciaka nie zaszczepiono w człowieku pasji do literatury, będzie go trudno przekonać czymkolwiek. Jasne, rozumiem, iż nam społeczeństwo głupieje, lecz nachalnością osiągniesz przeciwny rezultat. Znam osoby, które rzadko kiedy cokolwiek czytają, a mądrością i doświadczeniem biją tych wszystkich literackich omnibusów na głowy. Kwestia wychowania, życia... czegoś, czego zazwyczaj książka Tobie nie da. Nie przekreślajmy pewnych osób poprzez ich niechęć wobec literatury. Ewentualnie uznaj, że mam wyjątkowe szczęście w zawieraniu znajomości. Rzadko trafiam na stereotypowych prostaków.

Łatwo jest w ciągu roku wypożyczyć z biblioteki lub zakupić cieniutkie, liczące dobre 100-200 stron książeczki. Łatwo uważać się za wielkiego orędownika czytelnictwa, skoro bierze się udział we wszelakich inicjatywach celem poprawy statystyk. Łatwo też ulec modzie na czytanie. Ja wolę swoje tempo, by w pełni rozkoszować się lekturą, a nie zapominać o niej, gdyż w następnym tygodniu trzeba przeczytać kolejną. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.